/
/
Alternatywne inwestowanie w nieruchomości
Alternatywne inwestowanie w nieruchomości

Nie tylko z mieszkań żyją wynajmujący – są ludzie, którzy inwestują wielkie pieniądze w obiekty, które innym wydają się bardzo ryzykowne, czy nawet – zupełnie nieatrakcyjne inwestycyjnie. Ale oni mają swój plan, obliczony na dłuższy okres i wygrywają dzięki konsekwencji oraz dzięki właściwym wyborom w obliczu ryzyka. W sferze ich zainteresowań są zamki, pałace, czy nieruchomości niemieszkalne a użytkowe.

Na zamkach można zrobić dobry biznes, choć łatwe to nie jest. Ale jeśli obiekt ma sławę, jak np. Zamek Czocha, rozpropagowany przez takie filmy jak „Gdzie jest generał”, czy „Tajemnica twierdzy szyfrów”, to może pełnić z powodzeniem funkcje hotelowe i atrakcji turystycznej przynosząc rocznie zysku 600 tys. złotych. Tak samo właściciele zamków udostępniają swoje obiekty na przyjęcia weselne, spotkania biznesowe, czy imprezy integracyjne, co nie jest odosobnione w Europie, gdzie zamki mają pracować na siebie. Ich właściciele, nierzadko stara szlachta, chętnie spędzą czas z bogatymi turystami, czy biznesmenami, inkasując za to okrągłe sumy. W Polsce jest podobnie – zamków mamy ponad czterysta i ponad dwa tysiące pałaców, a z tego jedna trzecia należy do osób prywatnych, które z jednej strony chcą ratować je od zniszczenia, a z drugiej – mają ambicje uczynienia z nich niebanalnego źródła zarobku. Zamki i pałace mogą służyć jako centra rekreacyjno – hotelowe, w których odbywają się imprezy rodzinne i firmowe, ważne spotkania biznesowe, czy wydarzenia związane z filmem i ze środkami masowego przekazu – np. programy telewizyjne w rodzaju reality show.

Trzeba jednak zainwestować w nie bez porównania więcej pieniędzy niż w remont zwykłego mieszkania, a pozyskanie kredytu na obiekt będący w ruinie i nie dający perspektyw szybkiego  zysku, a przez to gwarancji spłacania zadłużenia – nie jest łatwe. Wymaga bowiem solidnych biznesplanów i może zająć czas nawet kilku lat. Tak było w przypadku zamku w Kliczkowie, którego właściciele byli do tematu świetnie przygotowani: prowadząc firmę budowlano – konserwatorską, kilka lat czekali na przyznanie kredytu, a przez półtora roku, licząc od 2000 roku,  remontowali i przebudowywali zamek. Zbudowali w nim basen, spa, pole golfowe, zainwestowali 25 mln złotych. Roczne koszty utrzymania zamku wynoszą 7-8 mln złotych, a roczne przychody – około 8-9 mln złotych, przy czym nie oznacza to jeszcze, że następuje zwrot z inwestycji.

W tym przypadku dobry pomysł, dobry biznesplan, konsekwencja i fachowe prowadzenie przedsięwzięcia daje efekty, ale w innych – bywa, że nabywcy tracą na zakupie – bankrutują i odsprzedają zamki i pałace poniżej ceny, którą za nie wcześniej zapłacili.

W Polsce zamki i pałace kupowane są w całości – inwestorzy sami dźwigają ciężar przedsięwzięcia, ale na Zachodzie tego typu inwestycje – odpowiednio koordynowane – możliwe są do podzielenia między kilku inwestorów, którzy później dzielą zyski stosownie do własnego wkładu.

Innym nietypowym sposobem inwestowania w nieruchomości, popularnym w Europie, jest kupno miejsca w magazynie samoobsługowym. Nie trzeba kupować całego obiektu, lecz wystarczy tylko zainwestować w jego określoną część, zawrzeć umowę z obsługującą magazyn firmą zarządzającą i pobierać comiesięczny ustalony zysk. W przypadku jednej z brytyjskich firm – Capstone Investments, trzeba zainwestować minimum 3,75 tys. funtów, ale można liczyć na roczny zysk 8-12 procent, a z czasem nawet więcej.

Można też postawić na o wiele mniejsze od zamku i magazynu „obiekty”, jak np. na… krzesełka w miejscach sławnych, gdzie przebywanie w określonym czasie wiąże się z wielkimi wydatkami dla osób zainteresowanych. Są to miejsca na stadionach, koncertach, czy np. na Wimbledonie. Nie są to tanie rzeczy, ale mogą przynieść realny zysk: w 2013 roku za dwa miejsca na trybunach przy korcie finałów Wimbledonu zapłacono 83 tys. funtów, podczas gdy inwestor wcześniej zapłacił za nie – za okres pięciu lat – 55 tys. funtów. Choć nie zawsze są opłacalne i – jak było w autentycznym przypadku – inwestor może płacąc 100 tys. dolarów za prawo do pierwokupu biletów na stadionie Dallas Cowboys, nie znalazł chętnych na odsprzedaż z zyskiem, ostatecznie sprzedając je za 5 tys. dolarów.

Wreszcie jeszcze innym przykładem inwestycji jest np. kupno miejsca postojowego przed stadionem, czy lotniskiem i odsprzedanie go z zyskiem, czy czerpanie zysku z wynajmowania tego miejsca. Właściciel może nawet zlecić to zewnętrznej firmie, oczekując od niej tylko umówionego zysku, i nie ingerując w jej działania w celu przyciągnięcia klientów i w jej cenniki.

Print Friendly, PDF & Email